Czytaj
Czy dr Google diagnozuje i leczy skutecznie? - ilustracja

Czy dr Google diagnozuje i leczy skutecznie?

Dr Wojciech Ozimek
Oceń 185

Od lat powtarzam, że prawdziwa zabawa w medycynę zaczyna się wtedy, kiedy nawet Dr Google nie wie absolutnie, o co chodzi. Tym niemniej zwykle wystarczy zadać Dr Google dowolne pytanie związane ze zdrowiem i otrzymamy tysiące linków do artykułów oraz filmów zarówno za, jak i przeciw. Im bardziej kontrowersyjny temat, tym większa polaryzacja odpowiedzi. Część będzie alarmujących w wymowie, część rozsądnie brzmiących. Jedne będą pełne bełkotu, drugie pełne naukowego słownictwa. Wierzycie w znalezione informacje - Wasze prawo, nie wierzycie- Wasz wolny wybór. Czujniejsi szukacie dalej. Doktor Google chętnie po raz kolejny poda Wam swoją pomocną dłoń. Ale uwaga, Internet jest jak lustro, człowiek widzi w nim tylko to, co już ma w sobie a dodatkowo poprawne merytorycznie wpisy mogą zmylić nawet najczulsze filtry w Waszych mózgach.

Fakt, że Internauci często traktują Internet, jako źródło informacji na temat zdrowia, potwierdzają międzynarodowe badania z cyklu Global Health Study.

Co ciekawe kolejne sondaże wskazują, że informacje na temat zdrowia są wśród internautów bardziej popularne niż rozrywka - wyszukiwanie informacji na temat celebrytów, imprez sportowych, czy ofert gastronomicznych. Co więcej, spektrum poszukiwań jest bardzo szerokie i internauci bardzo często robią praktyczny użytek z pozyskanej wiedzy. Na uwagę zwraca ogromny wpływ opinii innych osób, niezwiązanych z branżą medyczną, na zachowania związane ze zdrowiem i leczeniem (ponad 6o%) internautów stwierdza, że w sieci szuka opinii innych internautów, którzy spotkali się z podobnymi problemami.

Osoby, które wyszukują informacji w Internecie na temat chorób najbardziej interesują się objawami (ponad 80%), sposobami leczenia (ponad 70%). Blisko 90% wykorzystuje w życiu codziennym znalezione informacje. Samodzielne leczenie zgodne z zaleceniami z Internetu jest bardzo popularne wśród kobiet (blisko 60%) oraz wśród ludzi młodych do 30-ego roku życia (też blisko 60%).

Ponad 50% respondentów poszukujących w Internecie informacji na temat lekarzy, szpitali i przychodni przyznaje, że w ostatnim czasie umówili się do wybranego lekarza pod wpływem pozytywnych opinii na jego temat, przy czym odsetek ten jest najwyższy (powyżej 60% ) wśród osób w wieku 30 - 45 lat. W przypadku lekarstw, tym co najbardziej interesuje internautów, są ich ceny (ponad 65%). Połowa respondentów poszukujących informacji na temat lekarstw jest zainteresowana ulotkami informacyjnymi oraz opiniami innych internautów na ten temat (po ok. 50%). Ponadto, powyżej 40% respondentów poszukuje informacji dotyczących ewentualnych skutków ubocznych poszczególnych medykamentów oraz potencjalnych (zwykle tańszych) zamienników. Ponad 60% przyznaje, że informacje znalezione w Internecie na temat danego lekarstwa wpłynęły na sposób jego przyjmowania.

Respondenci szukają również w Internecie informacji na temat zdrowego stylu życia, w tym w szczególności: wpływu spożywania różnego rodzaju produktów na zdrowie (ponad 70%), diet (blisko 70%), aktywności fizycznej (blisko 70%). Najrzadziej (około 30%) na temat szkodliwości nałogów.

Świadomych lekarzy teoretycznie te trendy nie dziwią. Fakt, że pacjenci poszukują informacji na temat zdrowia poza gabinetem lekarskim jest znany od zawsze. Z tym, że kiedyś źródłem informacji była rodzina, znajomi, sąsiedzi, znachor, szeptucha, a teraz jest to Internet. Z perspektywy naszego centrum medycznego możemy powiedzieć, że wielu pacjentów rzeczywiście przychodzi do gabinetu lekarskiego "naładowanych" wiedzą z Internetu. Na szczęście większość chce tą wiedzę zweryfikować u lekarza. Oczywiście zakładamy, że istnieje mała grupa pacjentów osób, która informacji z sieci nie weryfikuje.

Wierzymy jednak w ludzki rozsądek i zakładamy, że w większości dotyczy to schorzeń powszechnych, takich jak przeziębienie.  Zakładamy, że przypadku objawów nietypowych, pacjenci znający swój organizm zajrzą do sieci, ale raczej przyjdą do lekarza, choćby na wszelki wypadek, celem weryfikacji. I ten aspekt wydaje nam się w całej sprawie kluczowy. Właściwa diagnoza powinna być oparta na partnerskiej wymianie spostrzeżeń. Informacje przekazywane przez pacjenta, który dobrze zna swój organizm i wie co jest dla niego normalne, a co nie, powinny zostać poddane wnikliwej analizie przez lekarza, który posiada specjalistyczną wiedzę i który na podstawie zebranych wywiadów, badania lekarskiego i wyników badań stawia diagnozę.

Jako lekarze zachęcamy pacjentów do poszukiwania informacji na wszelakich portalach i forach specjalistycznych, dedykowanych schorzeniom i skupiających nie tylko pacjentów lecz również wysokiej klasy lekarzy specjalistów. Można tam znaleźć niezwykle użyteczne, praktyczne informacje, ale pacjenci często nie chcą z nich korzystać.  Podchodzą do tych propozycji podejrzliwie. Na pytanie: dlaczego nie?, co odważniejsi odpowiadają, że w dzisiejszym świecie każdy może nas okłamywać praktycznie bezkarnie. Według pacjentów opinie ekspertów/autorytetów na tego typu forach i portalach nie zawsze są miarodajne, bo autorytety coraz częściej bywają sprzedajne i cynicznie mogą nawet fałszować wyniki badań. Mamy dla nich wtedy praktyczną podpowiedź.

Jeśli pacjenci nie są pewni, kto w tym pełnym cynicznych kłamstw i dezinformacji świecie kłamie, a kto mówi prawdę zalecamy stosować radę rzymskiego sędziego Luciusa Cassiusa Longinusa i zadawać tylko jedno pytanie: "cui bono", czyli "kto czerpie z tego zysk". Amerykańscy śledczy wyrażają to jako "follow the money" (podążaj za pieniędzmi).

Od tej zasady chyba w żadnej gałęzi życia nie ma już wyjątku. Więc kiedy słyszymy, że według ostatnich badań jakaś substancja, wydłuża lub skraca życie, to od razu pytajmy: "A kto finansował badania?". Coraz bardziej powszechna staje się opinia, że gdyby badania zamówiły korporacje producentów tytoniu, to okazałoby się, że papierosy może "na płuca nie służą", ale są wybitnie korzystne dla rozwoju mózgu ( i IQ ) u płodu, a nawet matki. Chyba nie ma już tezy tak absurdalnej, żeby się jej nie dało podeprzeć wynikami badań naukowych przeprowadzonych w "uznanych ośrodkach". I na koniec jeszcze jedno. Dla prawdziwej nauki nie ma czegoś takiego, jak "temat kontrowersyjny", bo ALBO COŚ JEST PRAWDĄ, ALBO KŁAMSTWEM!

Dodaj komentarz

Powrót

Popularne artykuły

Rozwiń