Czytaj
O pomidorze, który nie jest ziemniakiem - ilustracja

O pomidorze, który nie jest ziemniakiem

Oceń 193

Wyruszając w podróż po Ameryce, Jamie Olivier - znany kucharz oraz propagator świadomego odżywiania, być może przewidział, że na miejscu zastanie dzieci jedzące na śniadanie pizzę. Jednak raczej nie przewidział szoku kulturowego, jakim była wyprawa do przedszkola i odpowiedzi jakie uzyskał po pokazaniu pomidorów i zadaniu pytania: "Co to jest?". Usłyszał bowiem, że czerwone, soczyste warzywa to nic innego jak… ziemniaki! Dalej było już tylko gorzej. W przekonaniu 6-latków burak był cebulą lub selerem, kalafior brokułem, a bakłażan gruszką.

Dlaczego dzieci nie miały problemu z rozpoznaniem ketchupu, czy frytek, a nie były w stanie stwierdzić, co jest ich podstawowym składnikiem? Odpowiedzi na to pytanie należy szukać we współczesnym stylu życia. Z jednej strony wynikiem globalizacji oraz rozwoju technologii jest dostęp do nowych smaków, informacji, sklepów, miejsc. Z drugiej zaś, doba pozostała dobą i nic tego nie zmieni. Nadal mamy tylko 24 godziny na to, żeby w pełni wykorzystać nowe możliwości. Dlatego jedną z naszych głównych potrzeb jest oszczędność czasu. Cierpi na tym, między innymi, jakość naszych posiłków. Coraz rzadziej na stoły trafiają chociażby ryby albo kasze, a ich miejsce zajmują paluszki rybne w panierce z frytkami. Oto powód dla którego pomidor stał się ziemniakiem - dzieci nie mają kontaktu z nieprzetworzoną żywnością. Nie możemy oczekiwać od naszej pociechy, żeby wiedziała, że mleko nie wyrasta w kartonie, jeśli wcześniej nie uświadomimy jej, że istnieje krowa.

Jak nie doprowadzić swojego dziecka do stanu, w którym nie umie połączyć soku jabłkowego z owocem jabłoni? Przede wszystkim - rozmawiajmy. Opowiadajmy o smakach naszego dzieciństwa. O wiosennym twarożku, który pachnie pierwszymi, majowymi rzodkiewkami. O czereśniach w ogródku babci i walce ze szpakami o najbardziej soczyste owoce. O brukselce, którą w przedszkolu ukradkiem chowaliśmy pod ziemniakami, a teraz zjadamy ją chętnie. Pozwólmy dziecku na wyrobienie swojego własnego smaku, im więcej pozna składników potraw, które stanowią część jego jadłospisu, tym łatwiej będzie mu określić co lubi. Urozmaicona dieta, to nie tylko zdrowie, ale również sposób na budowanie świadomości.

Wielkanoc to dobry moment, żeby zaangażować malucha w proces świadomego odżywiania. Chociaż raz, zamiast mówić "nie baw się jedzeniem", zamień kuchnię w plac zabaw, gdzie piaskowe babki będą rzeczywiście jadalne. Pokaż jak drożdże pod wpływem ciepła wyrastają i zamieniają się w pyszny makowiec. Różne kolory, faktury, zapachy, historie, które opowiesz podczas wspólnego gotowania, będą stanowiły budulec dla wyobraźni dziecka. Warto też, gdy minie już świąteczna zawierucha, utrzymać dobry zwyczaj i ustanowić jeden dzień, dniem rodzinnych wypraw kulinarnych. Razem zadecydujcie, co zostanie podane na obiad, wybierzcie wspólnie produkty i usiądźcie do stołu. Nie zapraszajcie na ten posiłek telewizora ani telefonu komórkowego. Wyłączcie tablety, komputery, konsole, odłóżcie gazety. To czas rozmowy, wolniejszego tempa oraz bliskości. Wykorzystajcie go.

Dodaj komentarz

Powrót

Popularne artykuły

Rozwiń